środa, 3 sierpnia 2011

Chciała zmyć z siebie brud przegranej.

Weszła do łazienki boso. Rozgrzane ciało zareagowało na zimno płytek ulgą 
w postaci przyjemnych dreszczy i rozluźnienia.
Przez ramię przewiesiła duży, szary ręcznik. Czuła jak gorąco uderza jej do twarzy, mięśnie drżą lekko po wysiłku a ubrania kleją się do spoconego ciała nieznośnie. Czuła własny smród – dwie godziny intensywnych ćwiczeń, po dwutygodniowej przerwie, robi swoje.
Do odpływu pachnącej mleczkiem czyszczącym umywalki, wsadziła korek 
na srebrnym łańcuszku. Puściła z kranu trochę ciepłej i zdecydowanie więcej, zimnej wody.
Twarz w lustrze była czerwona, zmęczona, lekko podpuchnięta. Krótkie włosy strąkami opadały na czoło i kark.
Szum brzmiał nieco drażniąco, wzmagał uczucie słabości.
Zakręciła kurki i zanurzyła dłonie w chłodnawej wodzie, po czym chlusnęła nią sobie w twarz. Raz, drugi, piąty.
Skóra wydawała się kurczyć i napinać, zmęczenie ustępowało. Oparła dłonie na masywnej, marmurowej obudowie umywalki. Głowę skierowała w dół. Stała tak chwilę, po czym podniosła ją powoli, pozwalając wodzie spływać po twarzy na szyję i w dekolt. Spojrzała w lustro uważnie, przysuwając twarz tak blisko jego tafli, że gdyby istniała jakaś jego druga strona, już by tam wpadła.

Spojrzała badawczo na kobietę w odbiciu- wciąż to widać, Madlen, Przez oczy prześwieca twoja tchórzliwość. Jesteś słaba, jesteś żałosna. Nie potrafisz walczyć o to, co jest dla ciebie ważne. Porażka rozkłada cię na łopatki i przygniata kolanem tak, że nie jesteś w stanie…nie próbujesz nawet wyrwać się z tego uścisku. Zraniona duma zamiast motywować do podjęcia kolejnej próby, ciąży jak przywiązana do nogi, kotwica.
W lustrze widziała tylko zamyśloną, smutną dziewczynę.
Nie mogła na siebie patrzeć, odwróciła wzrok, wyszła na chwilę z łazienki, wzięła łyk lemoniady i wróciła, żeby wziąć prysznic. Nie patrzyła już w lustro. Zrzuciła z siebie przepocone ciuchy i weszła pod strumień letniej wody. Chciała zmyć z siebie brud przegranej. Chciała zmyć z siebie tę bezsilną rozpacz pomieszaną z bezcelowym buntem. Bo co się w niej buntowało i przeciwko czemu? Honor przeciwko świadomości, że należy spróbować ponownie? Należy wrócić na ring i zacząć walkę od nowa, dokupić kilka godzin treningu... Tak, życie przypominało sport.
Zapłakała a łzy zmieszały się z wodą i spłynęły po jej ciele cicho.

8 komentarzy:

  1. Wygląda trochę jak opis Zawieszonej po aerobiku. Ale ona wodę ciepłą i zimną bierze pół na pół, a korek nie jest na łańcuszku.
    No i ona wtedy nie płacze. Wysiłek fizyczny dodaje jej raczej mnóstwo energii. Tym więcej, im mniej jej miała przed.

    Zawieszona też nie lubi komentarzy w stylu "zapraszam, liczę na rewanż". I ma jeszcze inne dziwactwa. Na przykład miewa czasem ochotę być czytelnikiem całościowym. Podoba jej się tu. Postara się nadrobić zaległości.

    OdpowiedzUsuń
  2. Wreszcie się doczekałam nowego wpisu :D
    Ale warto było czekać :) Uwielbiam czytać twoje posty, choć nie wszystkie rozumiem xD haha

    Maja :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Lubię płakać pod prysznicem, dobre miejsce. Popłakać, a potem zebrać się do kupy i dalej na ring. O. To jest to.

    OdpowiedzUsuń
  4. Łzy to najprostszy sposób na pozbycie się negatywnych emocji, stary jak świat i odwiecznie niezawodny... a moja poduszka bardzo dobrze o tym wie...

    Życie to jedna wielka sinusoida - kiedyś zawsze musi osiągnąć plus. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Cholernie precyzyjny opis. Zniewalający, wiesz?

    OdpowiedzUsuń
  6. Zazdrośc... Ewidentnie preferujesz krótkie opowiadania

    OdpowiedzUsuń
  7. Moje ulubione opowiadanie. Mistrzowskie. I tak do bólu o mnie. Słowami wzruszasz i bawisz. Staram się od ciebie uczyć. Ale talentu się przecież nie nauczę, czyż nie?... Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mi schlebiasz, dziękuję Ci za ten komentarz :)

      Usuń