czwartek, 21 lipca 2011

Miron.

- Mam na imię Miron – przemówiła do niej postać ukryta w cieniu, gdzieś w bramie. Pomyślała – co jest?
- Acha.- Zamiast iść dalej, zatrzymała się kilka kroków od postaci.
- A Ty?
- Ja?
- Jak masz na imię? – w jego głosie słychać było nutkę rozbawienia, ale nie upojenia alkoholowego.
- Honorata.
- Może być. – to ją trochę przestraszyło, cofnęła się o krok, odwróciła a on powiedział – oczywiście nie jest to Twoje prawdziwe imię. Nie miałem nic złego na myśli.
- Muszę już iść.
- Rozumiem. Powodzenia, Honorato. – powiedział to tak spokojnie, tak pewnie, tak jakby wiedział dokładnie gdzie się wybiera i co zamierza zrobić.
Poszła nie odwracając wzroku. Miron. To pewnie też było wymyślone imię. Dziwny typ. Świr? A może znajomy, którego nie poznała w mroku…? Nie, raczej nie.
Weszła w wąską uliczkę biegnącą między ścianami obskurnych, starych kamienic. Czuła obrzydzenie do tego miejsca, za każdym razem gdy tu przychodziła. Nieczęsto.
Mimo późnej pory i mgły, odnalazła właściwe drzwi- przez chwilę zastanawiała się, do którego mieszkania zadzwonić, - domofon nie był podpisany.
W końcu wybrała trzeci guzik, przycisnęła, przytrzymała, poczekała. Ktoś podniósł słuchawkę dopiero po chwili – pewnie wyglądał przez okno, żeby sprawdzić kto go odwiedza…albo dzwoni do kumpla, który mieszka w kamienicy za jej plecami, żeby obczaił przybysza. Jeśli tak, trafiła pod dobry adres.
Nikt się nie odezwał, usłyszała tylko dźwięk otwieranych drzwi.
Weszła powoli, na klatce schodowej było ciemno jak w…bardzo ciemno. Przesunęła ręką po ścianie, z której farba złaziła dużymi płachtami. Skrzywiła się z niesmakiem czując ją pod palcami. Znalazła włącznik światła.
Weszła po schodach na 4 piętro, stanęła przed niebieskimi drzwiami – niepasującymi do otaczającej jej szarości.
Nie musiała dzwonić, ktoś otworzył je, gdy tylko podniosła dłoń.
- Jesteś gotowa? – niski, znużony głos. Przełknęła ślinę, wzięła głęboki oddech – zachciało jej się śmiać, bo poczuła się przez to jak bohaterka komiksu. – Tak. – odpowiedziała krótko i weszła do środka.

Wyszła stamtąd trzy dni później – trzy dni czasu normalnego, w jej odczuciu minęły trzy lata. Wyszła starsza, zmieniona, bogatsza…Wyszła nie pamiętając, co działo się w dziwnym mieszkaniu. W głowie miała strzępy wspomnień. Widziała wiele osób,  najlepiej zapamiętała wysokiego, bladego chudzielca z trzema dredami z tyłu głowy. Był w czarnych bojówkach, kończących się za kolanami. Z boku spodni zwisał ciężki łańcuch. Na łopatce miał wytatuowanego orła.
Wiedziała, że zdobyła dużą kasę, wiedziała, że zdobyła ją nielegalnie…nie do końca wiedziała jak. Miało to związek z cyberprzestrzenią..czuła się jak po zbudzeniu z dziwnego snu. Zero szczegółów, tylko krótkie wspomnienia, których nie była w stanie połączyć w logiczną całość. Mało prawdopodobne wspomnienia.
W kieszeni spodni znalazła kartkę z jednym słowem. „Miron”.
Gapiła się na nią dobrą chwilę, w uszach zabrzęczało jej głośno, krótko, nieznośnie. Upadła na kolana łapiąc się za głowię. Wszystko ucichło równie szybko jak rozbrzmiało. Przed oczyma miała spotkanie z dziwnym nieznajomym. Właśnie wyczyszczono jej pamięć.

Wyszła z kamienicy. Spojrzała na domofon i już wiedziała – taki był plan.
Nagle poczuła ulgę z powodu tej całej wspomnieniowej pustki. Oprócz kartki, miała w kieszeni pen driver`a  z plikiem video, na którym chudzielec nagrał jej … alibi. Trzy dni. Mimo wszystko zadbali o to, żeby nie były to trzy dni, o których nie będzie umiała opowiedzieć.
Pieniądze czekały już na jej koncie bankowym...na jednym z fałszywych kont.

3 komentarze:

  1. Dużo fikcyjnych historii.
    między innymi. ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. I ja myslalem ze pojde spokojnie spac, ale teraz mam w glowie...

    taniec mysli;)

    OdpowiedzUsuń