wtorek, 12 lipca 2011

Chodnikowy szyk.

Chodnikowy szyk i spacer slalomem z gracją pijaka,
po scenie przegranych.
Dziurawy cylinder ze sztuczną stokrotką, przekrzywiony trwa niepewnie na głowie,
która zaćmiona promilami porażki sprawia, że świat wokół wiruje.
Widownia-kilka przysypiających na trójnogich krzesłach, osób;
ziewa chóralnie z braku pomidorów.
Niezdarny obrót, histeryczny śmiech i bełkot – nawałnica słów niespójnych przeprosin.
Chudzielec w żółtych pantalonach wpada na mnie lunatycznie.
Oboje lądujemy na deskach estrady.
Ktoś bije brawo, ktoś inny włącza muzykę.
Grupa ludzi zaczyna śpiewać podniesionymi głosami.
Chyba pęknę od tego hałasu.
Exodos.
Czas ruszać dalej.
Wsiadam do cyrkowego wozu, zakopując się w stosie minstrelowych łachów.
‘Niepowodzenie’ jest przedstawieniem zgoła niespektakularnym.



*To właśnie przyczyna mojej niedokończonej nocy. Zaświtało, zapisałam, sen uciekł. Zatem zamieszczam. O czym piszę? O tym, że nie dostałam się do Krakowa, o tym, że gdy coś się nie uda, miotamy się chwilę jak w amoku, co przywodzi na myśl…ale to już przecież przeczytaliście.;)
[wyolbrzymione – jak wszystko co dostaje się w łapska fantazji.]

Minstrelowie- wędrowni śpiewacy, poeci, w swoich utworach często podejmowali tematykę legend i ballad.

2 komentarze:

  1. Sylviiart..Ciekawie piszesz.To,że Kraków Cię nie przywita to tez nie koniec świata.Czas ruszać dalej.Mnie też się nie udało,ale Poznań się uśmiechnął i jestem.Tańca można się nauczyć jak grania na skrzypcach.Twój taniec dziś to myśli,trzeba i tak czasami poruszać się dziś.A w ogóle T2wój blog to" Taniec myśli"- dumnie brzmi i mnie się podoba......

    OdpowiedzUsuń
  2. Kraków ma to do siebie, że jest kapryśny.
    Mnie nie chciała Warszawa, ale ona wiedziała co robi bo odwiedzam ją teraz jak dobrą znajomą wpadając od czasu do czasu. :)

    Katowice - one witają otwartymi ramionami. Nie musisz pukać, wystarczy, że wejdziesz. :)

    OdpowiedzUsuń