wtorek, 19 lipca 2011

Bulwarem półistnienia.

Spójrz jak idą, ze wzrokiem roziskrzonym,
głodni, żądni, choć nieobecni.
Idą bulwarem półistnienia,
w korowodzie ułudy.

Wyciągają półprzejrzyste dłonie, łapiąc coś w powietrzu
I snują, snują…
nić intrygi.

Idą, choć tak naprawdę stoją w miejscu.
Ich pozorny ruch – pogoń za sensacją,
substytutem prawdziwego życia.

Nieuformowani wewnętrznie
nieudolni, zaślepieni, leniwi..?
Śledzą poczynania innych, bawiąc się przy tym jak przy dobrym filmie,
próbują jednocześnie być reżyserami.

O tak, uwielbiają wprowadzać swoje poprawki.
Tworzą własne wersje zaistniałych sytuacji, przekonani o swojej nieomylności.



Jest mi…przykro. Nie widzą jak tracą czas na zajmowanie się wszystkim i wszystkimi poza sobą.

Może świat naturalnie dzieli się na aktorów i widzów?
Na biednych i bogatych, na złych i dobrych, na głupich i mądrych…bzdura.
To kim jesteśmy, na pewnym etapie życia, zależy wyłącznie od nas. System wartości jakiego nas nauczono, w pewnym wieku zaczyna być przez nas widziany obiektywnie. Poddajemy analizie i obserwacji każdy jego element, wyciągamy własne wnioski, samodzielnie zdobywamy doświadczenie. Nikt nie musi już prowadzić nas za rękę,  sami możemy ocenić co jest dla nas ważne.
(…)
Niektórzy, z ‘braku laku’, w czasie wolnym od narzuconych przez świat obowiązków, nie mając pojęcia co ze sobą zrobić, nie znając siebie, nie mając pasji, zainteresowań, niczego [choć brzmi to abstrakcyjnie, tacy ludzie się zdarzają…i to częściej niż można by przypuszczać] wybierają życie innych.
Śledzą, komentują, prowokują, wtrącają się, mieszają.
Czyhają na każde słowo, każdy gest, każdy przejaw aktywności, którym mogliby nasycić swoje chore wyobraźnie i zająć myśli. (…)
Rzeczywistość w pojęciu globalnym w ogóle dla nich nie istnieje. Wszystko oceniają do bólu subiektywnie zapominając o prostej zasadzie – tyle światów ilu ludzi- która jednak utrudniłaby wszystko, ponieważ kierując się nią, należałoby dobrze poznać każdą osobę, zaniechać uogólnień, włączyć myślenie…ale to jest przecież taaakie męczące!
Kończąc swój wywód, będący właściwie tylko rozwinięciem zamieszczonego wyżej a`la wiersza, napiszę tylko…nie. Już nic nie napiszę. Wystarczy.

·        * Przemyślenia zainicjowane rozmową z Jakubem, wyciągnięte częściowo z pamiętnika.

6 komentarzy:

  1. Poczekaj... Zbieram szczękę z podłogi...
    Łucja ty nawet nie wiesz, jak ja Ci zazdroszczę, że potrafisz niby proste przemyślenia, jakieś sprawy przyziemne ubrać w takie słowa. Napisać wiersze, nie-wiersze, które chce się czytać. Ehh...

    Moniczka

    OdpowiedzUsuń
  2. To jeden z najmilszych komentarzy jakie dostałam! Dzięki! Za pochwałę, od której dreszcz przebiegł mi po plecach, i za wytrwałość, bo jesteś moją najwierniejszą czytelniczką... znasz nawet kilka tekstów, których świat nigdy nie ujrzy ;*

    OdpowiedzUsuń
  3. possibilities20 lipca 2011 09:34

    niektorzy przechodza po prostu obok

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja też Ci zazdroszczę.

    Chciałabym kiedyś pisać z taką lekkością jak Ty. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Sylviiart..:):):):

    OdpowiedzUsuń
  6. Problem polega na tym, że niektórym wcześnie nie została pokazana dobra droga. A samonaprowadzenie jest czasochłonne. Czuję się jak jeden z Twoich "pustych". Może oni po prostu potrzebują Ciebie?
    Jak zwykle pożera mnie zazdrość gdy patrzę na Twoje opisy...

    OdpowiedzUsuń