niedziela, 26 czerwca 2011

Łódka.

Szła lunatycznie w stronę ciemniej wody.
Na brzegu stała łódka, diabeł we fraku zapraszał do środka.
Na łódce napis czarną farbą, lśniący,
„Ukojenie”.
Diabeł wyszczerzony, podał dłoń w rękawiczce z jedwabiu.
Położyła się na plecach, oczy zamknęła z ulgą.
Było tak miękko, tak ciepło, tak duszno.
Łódka okazała się trumną.

3 komentarze:

  1. Łucjo.
    Nie piszę wprost, nie piszę też na skos.
    Nie piszę dla zrozumienia czy sensu - to zbyteczne. Bywa tak, że chwila ubogaca nas w emocje, emocje te są źródłem lirycznych uniesień - tak jest w moim przypadku. Często sam muszę przeczytać kilka razy własny tekst żeby zrozumieć jego sens - "on" sam w sobie jest, zwykle głęboko ukryty.

    Tyle mojego.
    Pozdrawiam i Zapraszam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Rzucił się ku niej bezmyślnie
    wpadając w ten sam odmęt wody.
    Wołał ją lecz z ust uchodziło
    wyłącznie cenne powietrze.
    Coś ciągnęło go szybko na dno,
    coś co nosił głęboko w sercu.
    Stracił z oczu łódź, a echem
    w głębinach odbijał się już
    tylko dobrze mu znany śmiech.
    Naiwny myślał, że zdolny jest
    ustrzec kogoś gdy sam brodził
    w cieniu swego krótkiego życia.
    Przechodząc na stronę cienia uścisnął
    Diabłu rękę z uśmiechem dziękując
    za brzemię którym go obarczył.
    Wtem światłość z głębi duszy
    ku powierzchni go wyrzuciła.
    Byłby się rozbił z hukiem o przestworza
    gdyby nie diabelska łódka.
    Chwycił za wiosło i dobił do
    brzegu uśmiechając się do niewiasty,
    niepewnie....




    Uououououououou chyba mnie poniosło!

    OdpowiedzUsuń
  3. haha dobrze! podoba mi się :D

    widać śmierć nie była jej pisana ;)

    OdpowiedzUsuń