piątek, 24 czerwca 2011

Cisza.

Po cichu się boję, po cichu idę,
w ciszy robię zdjęcia robakom, na zielonych liściach.

Moje serce bije mocno i głośno...
tylko ono.

Cicho się złoszczę i równie cicho uspokajam.

Wychodzę na dwór z książką w dłoni, i wracam szybko,
- deszcz zaczyna padać.

Cicho wykonuję kilka niekonstruktywnych czynności,
cicho nie robię tego, co być może powinnam.

Cicho wyłączam telefon z sieci i zostawiam go na stoliku.

Kot mruczy mi wprost do ucha, gdy siedzę z nim na kolanach,
w cichym pokoju.
Moje myśli szepczą, szemrzą, śpiewają.
Cicho.

I głowa boli też jakoś ciszej.

Jutro będzie sobota.
Po ciszy nie zostanie ani śladu, może jedynie w zakamarkach oczu...

Jak kurz, który po spotkaniu ze ścierką unosi się w powietrze,
a potem z powrotem opada na meble,
jej resztki przez chwilę utrzymają się w spojrzeniu.

Ta cisza schowa się pod miotłą,
i jak mysz zamilknie.

Odezwie się ponownie, gdy tylko szepnę - wróć.

5 komentarzy:

  1. Chciałabym zapaść w taką ciszę, a tu myśli nie dają spokoju i wprowadzają chaos do mojego życia

    OdpowiedzUsuń
  2. notka ma klimat, czujesz, co trzeba ;)
    ~1stpklosr

    OdpowiedzUsuń
  3. dzięki za komentarz na moim blogu ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Wprowadziłaś mnie w niezły klimat.
    Dziękuję za skomentowanie bloga, będę do Ciebie wpadac.

    OdpowiedzUsuń