niedziela, 22 maja 2011

Zobacz, idę.

Zobacz, idę.
Nie ma w tym nic nadzwyczajnego.
Jest. Wszystko jest nadzwyczajne. Ta droga nie jest wyłącznie moją drogą.
Krajobraz wokół mnie wciąż zmienia się zależnie od uczuć , tym razem jednak nie tylko od moich. Rozumiesz?
Niejasno.
Dobrze wiesz,
Nie byłam tu nigdy wcześniej.
Nauczona kontroli, ostrożności i w miarę trzeźwego spojrzenia na przestrzenie tworzące się między ludźmi, teraz jestem zdezorientowana. Moja odcina, tak pomocna ogólnie, teraz stopuje.
Co stopuje?Kogo stopuje?
Mnie. Jego. Nas?
Nie jesteście..
Wiem.

Kolory, zapachy, mentalność.
Bingo.
Mentalność jest kluczem.
Wpuścić drugą osobę do swojej bańki mydlanej. Niech wtopi się w to, co moje. We mnie.
Jednocześnie – doświadczyć tego, co unosi się wokół niej[osoby].

Tego nie trzeba się uczyć. To trzeba po prostu zrobić.
Ot tak?
Irytujesz.

To brzmi jak kolejne chore opowiadanie.
Bo chore opowiadania czasem przybliżają to, co niezrozumiałe.
Paradoksalnie, absurdy zbliżają do emocji.

Wyobraź sobie zatem, że idę. Tak, chodzenie opanowałam już we wczesnych latach dziecięcych i sama umiejętność rzeczywiście nie jest niczym niezwykłym.
Zobacz jak idę, zobacz co pojawia się  na mojej drodze.
Idę tunelem. Jest jasny, kolisty- jeśli mogę tak to określić.  Ściany pokryte są czymś w rodzaju zamszu. Koloru bladozielonego z równie bladymi, różowymi akcentami. Nie jest ani brzydko, ani ładnie, nijak szczerze mówiąc. Nieważne.
Tunel za moment może zniknąć, dlatego idę powoli. Ostrożnie. Otoczona zamkniętą przestrzenią, która na razie biegnie prosto, żadnych zakrętów.
Jestem tylko ze sobą, znowu, mimochodem.
Wiem jednak, że to nie będzie trwało długo. Odkąd gdzieś niedaleko, w tym dziwnym świecie istnieje  ktoś oprócz mnie, nie mam nad niczym bezpośredniej kontroli. To zbija mnie z tropu.
Świadomość innej   o b e c n o ś c i szybko uruchamia lampkę INTRUZ, i jeszcze szybciej wywołuje znikąd  wielki dmuchany młotek, który skacze mi po głowie.
Żaden intruz, niemoto!
No tak. To nie intruz. Mimo to, idę w tunelu ograniczona ścianami, zastanawiając się jak szybko ON nauczy się tu funkcjonować. Kiedy się zadomowi? Kiedy będzie miał pełną kontrolę nad tym co i w jaki sposób tworzy? A przede wszystkim – nad stopniem ingerencji w moją sfer…młotek wyskakuje ponownie, tym razem goni mnie wściekle i wydaje bełkot przypominający ostrą reprymendę. Ze wszystkich słów, półsłów i dźwięków wyłapuje tylko "bzdury!!". Na domiar złego nad moją głową pojawia się ogromne czerwone wiadro i przechyla się niebezpiecznie. Nieważne, że biegam jak szalona, wiadro cały czas niezmiennie wisi mi nad łbem. Tunel znika, jest tylko ciemność nade mną i białe płytki pod nogami. Wiadro, jak burzowa chmurka nad bohaterem kreskówki, szykuje się do ataku.
-Dobra, dawaj. – mówię zrezygnowana, z nutą wyzwania i irytacji w głosie.
Wiadro wydaje pomruk zadowolenia po czym wylewa na mnie, chyba całe morze, jakiejś nienaturalnie niebieskiej cieczy.
Pachnie jagodami.
Ciastka.
Nie chodzi o żadną ingerencję.
Macie tworzyć razem – piszczy do mnie tenisowa piłka, która właśnie potoczyła się pod moje nogi.
Ma w sobie coś hipnotyzującego. Piłka. [?!] a niech to.
Nagle słyszę szum. Podnoszę głowę i widzę – wokół mnie woda, tym razem normalna, kusząca, czysta. Stoję na jakiejś wysepce po środku oceanu, którego nazwy jeszcze nie znam.
- To Ocean Zrozumienia.- obok mnie stoi Scott Landon- Nauczysz się. Wszyscy przychodzimy z niego pić.
Zamykam oczy i słucham szumu wody. Boję się. Wiatr niesie znajomy zapach.
-Wypuść to.
Dopiero teraz dociera do mnie, że kurczowo zaciskam coś w dłoniach.
- Wypuść – powtarza, a ja powoli rozluźniam palce.
Wypada z nich całe mnóstwo różnych przedmiotów. No tak, tylko tutaj mogłam w swoich małych rączkach pomieścić aż tyle.
Znikają w zetknięciu z piaskiem. Patrzę na Scotta zagubionym wzrokiem. Mruga do mnie uspokajająco i znika.
-Niech się dzieje.

1 komentarz: