wtorek, 31 maja 2011

`Dobra, łotewer kurrewa`

Tysiące twarzy, setki miraży..

Wczorajsza ciapa mija powoli.
Wstałam przed 11 jakoś, wyjęłam z szafki miseczkę szklaną, wsypałam doń corn flakes`y i trochę włoskich orzechów no i kilka laskowych, wszystko w naturalnym jogurcie zmieszane [choć wolałabym truskaweczki i porzeczki- mój wakacyjny zestaw śniadaniowy], zrobiłam sobie herbatkę i z tym wszystkim poszłam na dwór.
Na dworze cieplutko, słonecznie, wiatr fajne wieje, wszystko pięknie.  Powoli zjadłam nieapetycznie wyglądającą maziaję, jeszcze wolniej wypiłam herbatę. Posiedziałam, pomyślałam – czas działać.
I tym razem zwiecha, ale co ale jak ale z kim ale gdzie?

Zanim cokolwiek, trzeba sprawdzić maila, zorientować się czy w cyberprzestrzeni nie nastąpiła jakaś ciekawa zmiana, jakieś poruszenie.
Coś tam nastąpiło. „Cegiełka Zdrowia” z kilkusekundowym ujęciem Pillow Mana, wpis Fikiego na MG, newsletter z kobieta.pl. yyychy szału ni ma, chociaż w życiu nie odgadłabym, że Fiki nie jest ojcem Luke`a ;P

W perspektywie pomidorowa i goł…goł samłer. Ych, zakończę Fikuzejewskim tekstem : „Dobra, łotewer kurrewa” ;D

niedziela, 29 maja 2011

na luźnej kartce, pospiesznie napisane.

Jak w filmie
  Jak w filmie
Gdy noc zapada
Ty siadasz w oknie
Wiatr do ciebie gada
Jak w filmie
   jak w filmie
Jak gwiazda ekranu
tak wzdychasz
Tak myślisz
Tak sprzedajesz się światu

Jak aktor najlepszy
W głowach masy ludzi
Jak billboard rozświetlony
Ze snu fanów budzisz
Dożylnie zaszczepiasz
W nich swoją obecność
Zostajesz w krwiobiegu
-to grozi infekcją.
 

sobota, 28 maja 2011

"Stwórzmy coś razem"

To stworzyłyśmy.
Dużo przebierania się, dużo zabawy, dużo zdjęć :D Dużo fajnie spędzonego czasu









Ach, muszę dodać - fociła Klaryssssa.
O tym, że dziewoja w szarym to Mączka chyba powszechnie wiadomo.

środa, 25 maja 2011

Czasem. //Tyle światów ilu ludzi.

Czasem nie chce mi się czytać ckliwych postów.
Czasem mówię do słuchawki "nie dzisiaj", czasem uciekam do swojego pokoju na cały dzień. Godziny spędzam słuchając muzyki, spacerując, czytając albo pisząc. Na zmianę, żeby nie poprzestać na jednym. Czasami słyszę słowa krytyki od osób, które niewiele o mnie wiedzą. Nie lubię być oceniana bezpodstawnie, a jeszcze bardziej nie lubię gdy bezpodstawność jest za podstawę brana i błędne przekonania, za prawdy najświętsze. Nieważne co powiem i jak powiem, nie mam wpływu na "ja wiem swoje".
Tak, owszem przejmuję się. Nie aż tyloma sytuacjami co znaczna część reszty ludzkości, ale jednak są rzeczy, którymi przejmuję się bardzo, choć krótko. Tzn. względnie krótko - bo kto jest w stanie określić odpowiednią, zdrową długość przejmowania się, strachu, radości czy czegokolwiek innego?
Ja nie jestem w stanie, nawet nie próbuję tego robić.

Każdy idzie swoją drogą. Tyle światów ilu ludzi. Dlaczego niektóre światy nie są w stanie zaakceptować inności światów pozostałych..? Dlaczego jeden świat nie broni drugiego przed nieprzyjacielem?

Zdecydowanie zbyt dużo "dlaczego" pozostaje bez odpowiedzi.

Gardzę.

jedno mrugnięcie
i widzisz kogoś innego.

jedna chwila i oślepia cię blask
nowych uśmiechów

nagle coś upada
roztrzaskując się w drobny pył
i kaleczy twoją duszę boleśnie

głęboko w ciele twojego metafizycznego jestestwa
niewielki odłamek szkła

musisz zacisnąć zęby i wyjąć go sam
nikt nie pomoże i nikt nie ulży

twoją próbę otworzenia się
 kończą szybko
jednym głupim tekstem

śmiech sposobem na wszystko


Wybaczcie gorycz, przesadę, wybaczcie ton. Nie uskarżam się na "swoich". Patrzę na ogół [mhm tak mi się przynajmniej wydaje.]

niedziela, 22 maja 2011

Zobacz, idę.

Zobacz, idę.
Nie ma w tym nic nadzwyczajnego.
Jest. Wszystko jest nadzwyczajne. Ta droga nie jest wyłącznie moją drogą.
Krajobraz wokół mnie wciąż zmienia się zależnie od uczuć , tym razem jednak nie tylko od moich. Rozumiesz?
Niejasno.
Dobrze wiesz,
Nie byłam tu nigdy wcześniej.
Nauczona kontroli, ostrożności i w miarę trzeźwego spojrzenia na przestrzenie tworzące się między ludźmi, teraz jestem zdezorientowana. Moja odcina, tak pomocna ogólnie, teraz stopuje.
Co stopuje?Kogo stopuje?
Mnie. Jego. Nas?
Nie jesteście..
Wiem.

Kolory, zapachy, mentalność.
Bingo.
Mentalność jest kluczem.
Wpuścić drugą osobę do swojej bańki mydlanej. Niech wtopi się w to, co moje. We mnie.
Jednocześnie – doświadczyć tego, co unosi się wokół niej[osoby].

Tego nie trzeba się uczyć. To trzeba po prostu zrobić.
Ot tak?
Irytujesz.

To brzmi jak kolejne chore opowiadanie.
Bo chore opowiadania czasem przybliżają to, co niezrozumiałe.
Paradoksalnie, absurdy zbliżają do emocji.

Wyobraź sobie zatem, że idę. Tak, chodzenie opanowałam już we wczesnych latach dziecięcych i sama umiejętność rzeczywiście nie jest niczym niezwykłym.
Zobacz jak idę, zobacz co pojawia się  na mojej drodze.
Idę tunelem. Jest jasny, kolisty- jeśli mogę tak to określić.  Ściany pokryte są czymś w rodzaju zamszu. Koloru bladozielonego z równie bladymi, różowymi akcentami. Nie jest ani brzydko, ani ładnie, nijak szczerze mówiąc. Nieważne.
Tunel za moment może zniknąć, dlatego idę powoli. Ostrożnie. Otoczona zamkniętą przestrzenią, która na razie biegnie prosto, żadnych zakrętów.
Jestem tylko ze sobą, znowu, mimochodem.
Wiem jednak, że to nie będzie trwało długo. Odkąd gdzieś niedaleko, w tym dziwnym świecie istnieje  ktoś oprócz mnie, nie mam nad niczym bezpośredniej kontroli. To zbija mnie z tropu.
Świadomość innej   o b e c n o ś c i szybko uruchamia lampkę INTRUZ, i jeszcze szybciej wywołuje znikąd  wielki dmuchany młotek, który skacze mi po głowie.
Żaden intruz, niemoto!
No tak. To nie intruz. Mimo to, idę w tunelu ograniczona ścianami, zastanawiając się jak szybko ON nauczy się tu funkcjonować. Kiedy się zadomowi? Kiedy będzie miał pełną kontrolę nad tym co i w jaki sposób tworzy? A przede wszystkim – nad stopniem ingerencji w moją sfer…młotek wyskakuje ponownie, tym razem goni mnie wściekle i wydaje bełkot przypominający ostrą reprymendę. Ze wszystkich słów, półsłów i dźwięków wyłapuje tylko "bzdury!!". Na domiar złego nad moją głową pojawia się ogromne czerwone wiadro i przechyla się niebezpiecznie. Nieważne, że biegam jak szalona, wiadro cały czas niezmiennie wisi mi nad łbem. Tunel znika, jest tylko ciemność nade mną i białe płytki pod nogami. Wiadro, jak burzowa chmurka nad bohaterem kreskówki, szykuje się do ataku.
-Dobra, dawaj. – mówię zrezygnowana, z nutą wyzwania i irytacji w głosie.
Wiadro wydaje pomruk zadowolenia po czym wylewa na mnie, chyba całe morze, jakiejś nienaturalnie niebieskiej cieczy.
Pachnie jagodami.
Ciastka.
Nie chodzi o żadną ingerencję.
Macie tworzyć razem – piszczy do mnie tenisowa piłka, która właśnie potoczyła się pod moje nogi.
Ma w sobie coś hipnotyzującego. Piłka. [?!] a niech to.
Nagle słyszę szum. Podnoszę głowę i widzę – wokół mnie woda, tym razem normalna, kusząca, czysta. Stoję na jakiejś wysepce po środku oceanu, którego nazwy jeszcze nie znam.
- To Ocean Zrozumienia.- obok mnie stoi Scott Landon- Nauczysz się. Wszyscy przychodzimy z niego pić.
Zamykam oczy i słucham szumu wody. Boję się. Wiatr niesie znajomy zapach.
-Wypuść to.
Dopiero teraz dociera do mnie, że kurczowo zaciskam coś w dłoniach.
- Wypuść – powtarza, a ja powoli rozluźniam palce.
Wypada z nich całe mnóstwo różnych przedmiotów. No tak, tylko tutaj mogłam w swoich małych rączkach pomieścić aż tyle.
Znikają w zetknięciu z piaskiem. Patrzę na Scotta zagubionym wzrokiem. Mruga do mnie uspokajająco i znika.
-Niech się dzieje.

Coś, nic? Jednocześnie i coś i nic, jest ale nie ma.

To co widzimy, zazwyczaj jest tylko ułamkiem tego co dzieje się gdzieś tam w środku.
Jak automat z kawą. Na zewnątrz – wlewa napój do kubka, pik! I kubek wyciągamy. W środku ma mnóstwo pojemniczków, rureczek, mechanizm musi odpowiednio działać.
Więcej tam tego niż nam się wydaje.

Duchota- jak inaczej mogę nazwać pogodę?  Tragedii nie ma, racja. Wieczory są ok. Wieczorem umysł zaczyna jako-tako funkcjonować, myśli płyną szybciej, wyobraźnia znowu tworzy fajne obrazy na zamówienie.
Widzicie? Piszę o czymś, ale o czym konkretnie? Zaczęłam o różnicy między tym co widzisz, gdy na mnie patrzysz a tym, co ja czuję, a czego zupełnie dostrzec nie jesteś w stanie. I co dalej? Dalej zgubiłam wątek, przeskoczyłam do tego co mnie blokuje, czyli do pogody.
Uciekam od rozwinięcia tematu? Nie wiem. A jest jakieś rozwinięcie?
Sam widzisz jak wszystko mi dzisiaj umyka.

Piszę we wszystkich możliwych osobach, wybaczcie. Nawet tego nie jestem w stanie opanować.
Wieczorem..może wieczorem sens jakiś przyjdzie i zostanie, albo bezsens kolorowy, nieważne co,
byle konsekwentnie.

środa, 18 maja 2011

Obserwacje świata. ;)


Idąc na przystanek, minęłam dwie starsze kobietki, szukały czegoś w torbie. Nie zwróciły jakoś szczególnie mojej uwagi. 

Nie od razu.

Usiadłam na ławeczce swojego brzydkiego przystanku PKS, w słuchawkach muzyka, w torbie wino dla Pani Oli ;)

Dwie starsze panie zbliżały się powoli. Szły jakoś tak nietypowo. Jakoś…inaczej niż zazwyczaj chodzą osoby w ich wieku. 

W jednym momencie stały się obiektami moich obserwacji.

Jedna – ubrana na czarno, z wielkim kokiem siwych włosów na głowie i dużą torbą pod pachą. Niska, pulchna,  schludna mimo wszystko. Druga- wyższa nieco, ubrana bardziej kolorowo, równie sympatyczna.

Szły ramię w ramię, niespiesznie, zatrzymując się co jakiś czas. W końcu wyciągnęły po papierosku. Szły i paliły, a robiły to wszystko jakoś tak…luzacko. Młodzieżowo – o ile mogę tak napisać. Wiecie o co mi chodzi? Swobodnie. Wysyłały światu komunikat : W tym wieku nie mamy nic do stracenia, więc wszystko mamy w poważaniu.  
Stały tak chwilę, dopóki papieroski się nie wypaliły i ponownie podjęły próbę dojścia na ten nieszczęsny przystanek. Jedna [niższa] wyciągnęła z torby powerade`a.

Gdyby ktoś patrzył na mnie w tamtym momencie pewnie powiedziałby, że oczy zalśniły mi bardziej. Sympatią. Pokochałam te babki za ich niezależność. Cholera, za nie-zadziadzenie, za przełamanie schematów, za obalenie stereotypu. 

Ku mojemu zdziwieniu usiadły obok mnie. Wyciągnęłam z uszu słuchawki, wyłączyłam muzykę.
Byłam ciekawa w jaki sposób prowadzą rozmowę. Rzeczowo, konkretnie. Jedna martwiła się o drugą, - przyjaciółki? Siostry? Raczej to pierwsze.
W dalszym ciągu jestem nimi urzeczona :)

[jeżeli ktoś napisze :" Łucka, dziwna jesteś" odpowiedź brzmi - wiem.;]

niedziela, 15 maja 2011

Efekt deszczu. Diamentowe Berło [?!]

“Give me another chance to bring back my piece of mind”

Co za zamota. Ona tam, on jeszcze gdzie indziej. Szukają Diamentowego Berła. Nie mają pojęcia do czego jest im potrzebne. Po drodze czekoladowe ciastka i deszcze malinowych polew. Jej kleją się włosy od tych słodyczy i ledwie idzie, on grzęźnie po pas w miodowym błocie.

Za nią biegiem tłum jakiś co spadł z nieba niespodziewanie. Nie może się ruszyć- lukier przykleił jej trampki do ziemi. Improwizuje i zastyga w bezruchu udając posąg. Ominęli ją, z dzikim wrzaskiem, czerwonowłosi wikingowie.

On nagle słyszy bzyczenie ze wszech stron, wwiercające się do każdej części jego ciała. Bez zastanowienia wyławia pianki jojo z miodowej kałuży i wkłada je sobie do uszu. Pomaga.

Wściekle żółte niebo i różowe słońce oświetlają niebieskie drzewa i budynki – ona patrzy na swoje ręce, są zielone. Już nie stoi oblepiona lukrem. Może iść swobodnie, z tym, że nie wie w którą stronę. Na ławce widzi cztery przyciski :  góra;dół; prawo; lewo. Wybiera „dół” a pod nogami nagle ma…nic. Spada szybko na stos pasiastych poduszek, na których zostaje zieleń jej ciała.
Poduszki mówią jej, że wszystko będzie dobrze, za chwilę spotka się z Karmazynowym Królem i dojdą do porozumienia.

On otwiera oczy w wodzie pomarańczowej i słodkiej jak sok. Na plecach ma skrzela, które pozwalają mu oddychać. Wielka truskawka podpływa do niego z gracją i telepatycznie nakazuje, żeby płynął za nią. Robi co każe. Wpływają razem do jaskini, w której unosi się zapach lawendy. Po środku stoi tron, w nim siedzi wielka złota małp z fioletowymi dredami.

Ona tłumaczy poduszkom, że musi go znaleźć, szukają przecież Diamentowego Berła…On pyta małpy czy jej nie widział.


Tutaj moja głowa wróciła do rzeczywistości :P
Efekt deszczu.

[Kim jest vicodin i A. ? hmm. zagadka.]

Noc chłodna, noc bezgwiezdna.

Noc chłodna, bezgwiezdna. Lekki deszcz, pojedyncze krople.
Noc chłodna, herbata gorąca.
Jest tak cicho, tak spokojnie.
Zegar nie tyka. Nie mam ściennych zegarów.
Wiatr nie skowyczy, burza nie szarpie drzewami.
„Przytul mnie” wyszeptane bezsensownie.
Wtulę się. W ciepło kołdry, w stos poduszek . :)
Sny, sny, sny… ciekawe jakie będę tym razem.
Ciekawe o czym.

wtorek, 10 maja 2011

katarkatarkatar

Ok, czas powiedzieć sobie "hey ho, let`s go"  [znam to z jednej z książek S. Kinga, której konkretnie nie pamiętam, cytat natomiast pochodzi z jakiegoś - bo z którego też się nie orientuję, kawałka Led Zeppelin]..
oho słyszę znaną melodię reklamy netii... Mączka.
Szybka wymiana zdań kilku. Mamy się spotkać pod apteką - bo tam właśnie dążę, wiedziona koniecznością rozprawienia się z cholernym katarem, bólem gardła i  ogólnym spadkiem formy.
Cały post szlag jasny trafił. Brak spójności i niedokończenie zawdzięczam Przemkowi bo sms no i właśnie Mączce, bo już muszę wychodzić z domu [jako jedyna z okolicznych jest w 100% punktualna oD to deprymujące ;P]


Dodam tylko, że problemy zdrowotne zawdzięczam szkole! Oto czym płaci się za pisanie matury! ;P I wiem, że osamotniona w całodziennym smarkaniu nie jestem ;P [pozdro Zuz xD]

czwartek, 5 maja 2011

Puzzle

- Chyba się pani rozmazała, pod oczami.
- Ależ skąd, te cienie są naturalne.

Myślę, że powinnam ponownie przejść Pięć Etapów. Może tym razem w przyspieszonym tempie? Nie mam warunków do odtworzenia całego procesu...
ale czy robienie czegokolwiek w przyspieszonym tempie nie gwarantuje tym samym zrobienia tego niedokładnie? Nie do końca, nie tak jak być powinno, po łebkach… 
do dupy i niepotrzebnie? Pięć Etapów. Zaczęło się od samotni. Teraz na samotnię 
nie ma szans, to dobrze właściwie. Skoro dobrze, to czy VE jest mi naprawdę potrzebnych?
Muszę to przemyśleć, pozbierać wszystkie cechy, które kiedyś determinowały mój charakter, powsadzać w odpowiednie miejsca, tak, żeby znowu tworzyły spójną całość. Jak …

Puzzle.

z kolankiem,
z wklęsłym brzuszkiem,
o trzech ostrych krawędziach.
Kolorowe, niepowtarzalne, choć kształtem podobne.

Osobno beznadziejnie nieprzedstawiające niczego.
Części.
Jedna, druga, trzysetna.
Drobniutkie.
Wkurwiająco mnogie.
Łatwozgubialne.
Części.

Multum cierpliwości potrzeba,
Żeby je jakoś ułożyć
Żeby nie pomylić,
Nie zgubić-przede wszystkim.
Elementy.

Cholerne elementy,
mojej osobowości.

Oddaj te, które zabrałeś.
Rozpruj worek odkurzacza, do którego trafiły.

Muszę je pozbierać, dopasować…
Nie sklejaj ich!- chociaż kusi wizja nierozerwalności i braku chaosu.
Sklejenie równałoby się z masochizmem
-każda zmiany bolałaby jak sto czortów, a zmiany
Ach zmiany..!

Zmiany są czasem potrzebne.
Jak wymiana Części,
-bywają nieuniknione
i niezbędne.


VE na razie sobie daruję. Wystarczy mi chwila bycia tylko ze sobą – a takich mi 
nie brak ;) Odcina byłaby teraz głupotą. Nie, nie chcę się blokować na innych, odsuwać, przestać być.
Nie ma mowy o zgubieniu uśmiechów – swoich, Waszych ;) 

„trzeba cieszyć się z małych rzeczy…” Ktoś mi kiedyś napisał w smsie :P Dalszej części nie zacytuję, odejmując całości ton żartobliwy- racja ;)

Aaach niech matury dobiegną końca! Rozpoczniemy sezon dobrej zabawy, ognisk 
i zajebiaszczo-słodkiego lenistwa. Znowu będziemy panami świata, nieskrępowani niczym, szybcy, wściekli …muszę odżyć, w obecnym stanie brzmi to jałowo
i nieprawdziwie ;P

wtorek, 3 maja 2011

Zawirowanie [pogodowe]

3 maja 2011r, święto narodowe i ostatni dzień przed maturą. Spałam 10h, śniły mi się głupoty i obudziłam się z załzawionymi oczami, ale wstałam wesoła. Miałam jeszcze powtarzać, miałam czytać streszczenia, ale stwierdziłam, że NIE. Nie i już, co napiszę i jak napiszę tak będzie.
Kręcioły w głowie przypisałam deszczowi,  który padał jak szalony, tymczasem zwiastowały najwyraźniej… śnieg.
Romanów zasypany, co poprawia mi humor jeszcze bardziej xP
Zielone z białym.

Agata : C`wicz... śnieg mi w tym mailu do Katowic przesłałaś!
a ja sobie baleriny i sandały przywiozłam do akademika!
no szczęście, że botków jeszcze nie wywiozłam..