sobota, 16 kwietnia 2011

półstan.

Siedziała przed laptopem. Po półdniowym polowaniu na marynarkę na terenie całej Galerii Jurajskiej, po przymierzeniu dziesiątek różnych fasonów, i stwierdzeniu, że marynarki to stanowczo nie jest jej druga skóra, a w końcu – po kupieniu tej jednej, która i tak nie leży super dobrze i według jej ojca jest trochę za wąska w ramionach, nie miała na nic siły.
Położyła się w nadziei, że sen ją zregeneruje.
Wskoczyła w luźne, dresowe spodnie i wtuliła głowę w poduszkę. Przed oczami miała ciemność, ale uszy nie były w stanie się wyłączyć. Serce biło tak mocno, że aż niekomfortowo. Żadne ułożenie nie było dobre. Zrezygnowana wstała.
Miała ochotę zagrać w Simsy a potem obejrzeć coś w TV.
Tak naprawdę najbardziej na świecie brakowało jej kogoś do kogo mogłaby się przytulić. Głupie, zważywszy na to, że takie ochotki nie leżały w jej charakterze do tej pory. Człowiek w obliczu osłabienia robi się cały jakiś taki kluchowaty.
Mentalnie też.

2 komentarze:

  1. nie glupie, "czasem przychodzi taki dzień, że człowiek przytuliłby się nawet do jeża" ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. ooo! to jest właśnie takie dzień! ;(

    OdpowiedzUsuń