piątek, 11 marca 2011

Piątek, 11 marca 2011r.

Byłam bardzo głupia wierząc, że bezsenność całkiem mnie opuściła. Logicznym było, że skoro wszystko się popsuło i wróciłam do stanu sprzed cudownego, choć chwilowego panowania-nad-wszystkim, bezsenność też się odezwie.
Na samym końcu- jak dobitne potwierdzenie mojej porażki.

Dobrze, że miałam co czytać. "Mistrz i Małgorzata. W przyszłym tygodniu zaczynamy omawiać.

Około 5:00 w końcu udało mi się zasnąć. Płytko bo płytko, ale udało się.
O 6:00 zadzwonił budzik. Wstałam 30 minut później - i o 30 za późno. Gdybym miała jechać autobusem...musiałabym biec jak szalona.

Zanim zeszłam do łazienki, pomachałam rękoma, pokręciłam głową, rozciągnęłam grzbiet i wyjęłam z szafy to, co było na wierzchu.
Na stole czekała już na mnie zielona herbata [kocham Cię Mamo ;)]

W lustrze zobaczyłam swoją szarą twarz, przekrwione oczy, i ogólnie całe moje wielkie niewyspanie.
Mruknęłam cicho "witaj z powrotem najdroższa" i posłałam odbiciu nienawidzące spojrzenie.
"Nie zjebiesz mi dnia." - dodałam w myślach, chyba tylko po to, żeby wyrazić swój bunt. Swój bunt przeciwko bezsenności. Jakby była KIMŚ a nie czymś zgoła niecielesnym, niekonkretnym i nieokreślonym.
Mój dzień został zjebany zanim jeszcze się zaczął.


Tak myślałam, jednak wprawiona w boju, jeśli chodzi o funkcjonowanie na "low fuel", dałam radę. Nie byłam oczywiście tak super-wszędzie i cha-cha-cha, ale było całkiem ok. Nie zraziłam do siebie nikogo [no przynajmniej nie celowo. na nikim się nie wyżywałam.], całkiem nieźle napisałam tę nieszczęsną historię, wymieniłam parę luźnych uwag z otoczeniem. - do przeżycia.
Wyszłam ze szkoły wcześniej niż zazwyczaj - dobry los chciał, że nie było PP.

Wskoczyłam w dresy, pokręciłam się trochę a za chwilę siadam do obiadu. Pierogi - robione przez Babcię. Coś wspaniałego :)

1 komentarz:

  1. Oj Łucjo, każdy miewa lepsze i gorsze dni ;) Nie ma co się przejmować :) A te pierogi powinny ci wszystko zrekompensować :D Sama bym sobie zjadła... :P

    Moniczka ;)

    OdpowiedzUsuń