niedziela, 13 marca 2011

Grrrrrrrrr!

Gdzie jest ta wariatka, która pierwsza rusza na parkiet a ostatnia z niego schodzi?
Gdzie jest ta, o oczach płonących niepohamowaniem?
Gdzie jest to bezwzględne zapomnienie, gdzie godziny oderwania od codzienności, gdzie wzburzona pędem krew?
Gdzie to wszystko co sprawiało, że byłam wyczerpana ale i regenerowałam się szybciej?
Gdzie muzyka? Gdzie śmiech?
Dlaczego tak mało,
tak mało odczuwam?
Zgubiłam jakąś część siebie. Bardzo mi jej brakuje. Znajdę ją, znajdę- jak pęk kluczy, który zawierusza się zawsze, rzucony niedbale po powrocie do domu.

Mija weekend.
Zastanawiam się co takiego się stało, że tak długotrwale się rozbiłam. Tak uparcie nie mogę się pozbierać. Tak długo. Tak naprawdę męcząco.
„Co takiego się stało.” A stało się bardzo dużo i bardzo niewiele.
Czy warto pisać? Nie warto. Nie warto wszystkiego w kółko rozpamiętywać. Warto natomiast wziąć się w garść i obrócić to wszystko na jaśniejszą stronę.
Nie, proszę Was, nie zdziwcie się jeśli nadal będę w swoim świecie, - osobno mimo, że z Wami. Nie oczekujcie mojej stuprocentowej obecności. Jeszcze nie teraz.
Zmiany muszę zacząć od siebie. Zawsze od siebie.  Bo bazą otaczającej nas rzeczywistości, jesteśmy my sami. To mu ją kreujemy, my nadajemy jej barwę a ona zależy od naszego wewnętrznego stanu.
A ja swój wewnętrzny stan muszę uporządkować i doprowadzić do satysfakcjonujących efektów tego wielkiego sprzątania.
Po raz kolejny.
Jakie to ...aż mi szkoda słów.
Szkoda mi siebie :/ 
Grrrrrrrrrrrr

1 komentarz:

  1. a ja myślę, ze jednak warto rozpamiętywać. ja ciągle temu zaprzeczam i mimo wszystko ciągle to robie... to w jakimś sensie pomaga nam samym, chociaż tego nie jesteśmy wstanie dostrzec ani zaakceptować

    OdpowiedzUsuń