czwartek, 31 marca 2011

Amfast w Afaracie.


(…)
Na biurku nieład-jak nie u mnie. Książki, zeszyty, kalkulator, mnóstwo kartek, długopisów, mazaków,
kable i jakieś pierdoły.
Na fotelu stos ciuchów rzuconych niedbale.
Wieko kosza na śmieci przygryza sterty chusteczek higienicznych i papierów treści nieprzydatnej.
Tulipany, które ostatnio dostałam – przekwitły. Ich główki zwisają marnie na długich łodygach.
Własne łóżko wydaje się niewygodne, poduszki twarde, kołdra gryząca.

Widzicie jak dużo?
Jak wiele zależy od naszego nastroju.
Postrzegamy wszystko przez pryzmat własnego samopoczucia. Jednego dnia ta sama rzecz wydaje mi się w porządku, innego – do bani.
Mój chaos kontrolowany traci swój przymiotnik.
Boję się.
Boję się porażki.
Jednej za drugą – jak na taśmociągu, nadciągających powoli, systematycznie.
Jak w łańcuchu przyczynowo-skutkowym.
Bęc bęc bęc
Moje wnętrze rozpada się, kawałek po kawałku.

Amfast w afaracie.
A daleko mi przecież do startu.

3 komentarze:

  1. I własnie chodzi o to, żebyś po prostu przestała się bać. Nie zadawaj sobie pytania : Jak być silnym? Po prostu bądź. Na to nie ma wytłumaczenia, ale gdy już się uda kontrolować swoje myśli, jest łatwiej.
    Pewnie doskonale o tym wiesz.

    OdpowiedzUsuń
  2. Niby wiem, ale widzisz- czasem zapominam ;) Czasem coś się blokuje. I wtedy wystarczy mi przypomnieć, że to przecież nie jest takie trudne. Dzięki :)

    OdpowiedzUsuń