niedziela, 27 lutego 2011

Od zawsze-na trochę/ Wypadł mi z rąk słój cukierków/Byłyśmy tam.= Kolaż tego, co w głowie siedzi.

Odchodzę.
Od zawsze- na trochę.
Do cienia.
Do środka.
Wewnętrznie rozbita.

Wypadł mi z rąk słój cukierków.
Na jednym napisane jest „pewność siebie”,
na drugim „stabilność”, trzeci, ten niebieski to „spokój".
Wszystko się rozsypało gdzieś w czarnej przestrzeni.
Kolorowe papierki płyną powoli za moim oknem.
Słój zawisł zadziornie,
- prawdopodobnie jest za ciężki, żeby dryfować w nieważkości.
Prawdopodobnie trwa nieruchomy, bo nie ma tu żadnego znaczenia.

Muszę znaleźć długą wędkę i wyłowić wszystkie zguby zanim odpłyną za daleko.
Są mi potrzebne.
Bez nich wszystko jest takie…rozdygotane.
Jak galaretka.
Gdzie ją znajdę [wędkę oczywiście.]? Ostatnio chowałam ją chyba pod łóżko.
Jest różowa. Śmieszna taka. Ważna tak bardzo. Wyskoczyć się boję.
Nikt nie pomógłby mi wrócić.

W pokoju ciepło.
Kawa gorąca.
Światło lampki oświetla przedmioty wokół mnie.
Języki ognia na knotach tańczą.

Przeglądam zdjęcia ze słonecznego spaceru.
Byłyśmy tam, gdzie myśli ciężkie uciekają daleko, przestraszone przestrzenią. Ciemne zakamarki są daleko.
Wszystko spowalnia, czas przestaje się liczyć.
Byłyśmy tam. Razem, ale każda osobno.
Umysł z ciałem osiąga tam harmonię. To miejsce jest jak narkotyk.
Nie można czerpać z niego za dużo. To grozi postradaniem zmysłów.

Może tylko to sobie wymyśliłam?
No oczywiście. Wymyśliłam.
Uroiłam?



Stworzyłam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz