czwartek, 8 grudnia 2016

Chcesz dostać kwiaty? To je sobie kup!

Chcesz mieć w domu piękne kwiaty? To je sobie kup! - pomyślała i w ostatniej chwili, ku niezadowoleniu sznureczka klientów, którzy stali za nią w kolejce do kasy, poprosiła o bukiecik róż. Już od jakiegoś czasu jej romantyczne zapędy były z delikatnością ostrego szarpnięcia, sprowadzane na ziemię. Nie oznacza to jednak, że można je było całkiem wyplenić. Postanowiła, że gdy będzie odczuwać ochotę sprawienia sobie jakiegoś miłego prezentu, weźmie sprawy w swoje ręce - okazuje się, że miły gest "od siebie, dla siebie" też wywołuje zadowolenie i poprawia nastrój (istnieją na świecie kobiety, którym trudno jest sobie wyobrazić zafundowanie sobie czegoś innego niż tylko kolejnych obowiązków). Wróciła zatem do domu z kilkoma podstawowymi produktami (mleko do kawy, słodkie co-nieco, mydło i krem do rąk) oraz niewielkim bukietem różowych, delikatnych główek zupełnie niepasujących do przedświątecznej, zimowej aury. Z zainteresowaniem zauważyła, że róże jednak są bardzo ładnymi kwiatami i wcale nie byłoby jej przykro, gdyby dostawała je w prezencie, choć jakiś czas temu uparcie się przed nimi wzbraniała uważając ten gatunek za oklepany. Pomyślała nawet, że być może uruchamiają się w niej geny odziedziczone po Mamie i Dziadku, które będą skutkowały dążeniem do posiadania kawałka terenu tylko po to, żeby móc hodować na nim kwiaty. Nigdy wcześniej nie posądzałaby się o chęć grzebania w ziemi i starannego przycinania krzaków, jednak w tej konkretnej chwili ta wizja wydała jej się bardzo przyjemna. Pogrążona w wiosennych autoprzemyśleniach, dotarła do mieszkania gdzie czekały na nią kolejne rzeczy do zrobienia. Zanim do nich przystąpiła, stwierdziła z zadowoleniem, że chyba jednak nie jest jeszcze całkiem dorosła skoro wciąż potrafi dryfować wśród błahych ale przyjemnych tematów, odcinając się od całego świata. Spojrzała na bukiet i uśmiechnęła się lekko.

poniedziałek, 15 sierpnia 2016

Patrzysz na mnie z drugiej strony lustra. Brew unosisz do góry razem z prawym kącikiem ust. Biały, ostro zakończony kieł potęguje ten grymas. Obrzydzenie i pogarda. 
A w oczach strach. 

***
Wystarczyłoby tylko kilka słów, mały gest, otwarte ramiona i uśmiech. Utkałabym z tego kokon ochronny, który wypełniłby moje przestraszone, zimne wnętrze.  
Poprzedni jest już w strzępach.

poniedziałek, 4 lipca 2016

4 lipca

Poniedziałek zaczynam od snucia planów.
Marzą mi się wypady za miasto, spacery i kąpiele nago w jeziorze (choć nigdy się nie odważyłam). 
Znowu myślę o tym, że coś nie zaśmigało i ciągle żyję tym, jak chciałabym, żeby było a mniej tym, jak faktycznie jest. 
Znowu muszę uruchomić w sobie młodość, inaczej grozi mi zakrzepica. A tego byśmy nie chcieli.

piątek, 24 czerwca 2016

Przepis na piątek

Rozgoryczenie, jak wena
- potrafi spłynąć na człowieka w momencie, w którym wcale o nim nie myśli.
Budzi je grymas niezadowolenia na twarzy bliskiej osoby, brak uśmiechu, niespełniona potrzeba rozpierającej aż do bólu radości (i wiele innych tym podobnych pierdółek). Czasem można je zbyć  równie łatwo, jednym teatralnym westchnięciem i uśmiechem od ucha, do ucha, (który być może nie pasuje do sytuacji i wygląda dość jokerowsko) lub nonszalanckim wzruszeniem ramion. Jeśli korelacja między myślą, a ciałem jest odpowiednio wysoka, udaje się przestawić emocje na trochę pozerski, ale jednak bardziej optymistyczny kierunek.

Niemniej, należy unikać wzbudzania w kimś podobnych stanów emocjonalnych [mam na myśli właśnie rozgorycznie], zwłaszcza pod koniec tygodnia. 
To nieprzyzwoite. 
Nie rozmawiajmy w piątki o tym, czego się zrobić nie udało, czego się trzeba nauczyć i o tym, że pewne aspekty codzienności nie są wystarczająco zadowalające. Nie gadajmy o kasie, braku czasu i przemęczeniu. Nie róbmy sobie wyrzutów, na litość boską [żadne inne określenie nie przychodzi mi do głowy, proszę je odebrać jako wyrażenie nacechowane emocjonalne, nie jako zwrot religijny, gdyż wierząca nie jestem], oderwijmy się od tego wszystkiego choć na moment! Pójdźmy na spacer, napijmy się musującego wina albo zwyczajnie soku, [czy co tam lubimy-lubicie] i pogadajmy o tym, że pies biegnący po parku ma fajne życie i wygląda na uśmiechniętego, o liściach, które szumią nam nad głowami, o scenach, które nam się roją w głowach na widok zaciemnionej ścieżki lub marzeniach, które chcemy spełnić choć wiemy, że z realnością mają niewiele wspólnego. Albo nic nie mówmy, uśmiechajmy się jak głupki do sera ciesząc się ciepłym wieczorem, przyjemnym blaskiem lamp ulicznych i swoją wzajemną obecnością.
Co Wy na to?
Umowa stoi? ;)

niedziela, 27 marca 2016

Już rozumiem

Kreatywność wymaga odpoczynku. Trzeba o nią dbać, jak o przyjaciela. Dać jej czas na oswojenie się, dać wyrozumiałość aby mogła się rozwinąć. Ludzie w tramwajach są szarzy, smutni i nijacy bo nie są w stanie poświęcić swojemu "ja-w-sobie" odpowiednio dużo uwagi. Bardzo chciałabym napisać "coś" tak, jak kiedyś. Opowiadanie, wiersz, niedopowiedzenie pobudzające wyobraźnię lub kilka słów będących puentą moich przemyśleń. Ostatnio naszła mnie obawa, że już nigdy mi się to nie uda. Obym się myliła...Już rozumiem co kryje się pod powiedzeniem "nie chcę być dorosła/y".